Czy poród domowy jest bezpieczny?

03/02/2013 at 15:06

Porody domowe jeszcze do niedawna obywały się w swoistym podziemiu. Nie pozostawały wprawdzie sprzeczności z prawem, ale zarówno kobiety rodzące, jak i położne przyjmujące takie porody były napiętnowane. Jeśli okazało się, że w czasie takiego porodu konieczne jest przewiezienie rodzącej do szpitala (co zawsze bierze się pod uwagę planując domowe narodziny), musiała się ona niejednokrotnie liczyć z kąśliwymi uwagami personelu medycznego pod jej adresem oraz uwagami dotyczącymi pracy położnej, która jej podczas porodu asystowała. Także duża część otoczenia traktowała taką kobietę jako nawiedzoną, a położną przyjmującą porody domowe jako szrlatankę.

Od niemal dwóch lat, gdy w nowych standardach opieki okołoporodowej znalazł się zapis, że kobieta ma prawo dokonać wyboru miejsca porodu i nie musi to wcale być szpital, status porodu domowego się zmienił. Można o nim mówić bardziej otwarcie, mówi się więcej i częściej podkreśla się jego zalety, a nie tylko straszy.

Oczywiście, że poród domowy nie jest opcją dla każdej kobiety. Większość ciężarnych nie wyobraża sobie narodzin w innym miejscu niż szpital.  Jest to zupełnie zrozumiałe, jeśli przyszła mama uważa, że bezpieczniej jest rodzić na oddziale porodowym (jakikolwiek by on nie był), gdy w pobliżu jest „odpowiedni sprzęt medyczny”.

Tylko nieliczne kobiety wybierają dom jako miejsce narodzin dziecka, czując, że to dla nich najbezpieczniejsze miejsce. Może grupa ta byłaby znacznie większa, jednak presja otoczenia (rodzina, lekarz) na to, by poród odbywał się w szpitalu, jest bardzo silna. Przeważa bowiem pogląd, że poród w domu jest mniej bezpieczny niż poród szpitalny. Myślę, że w dużej mierze jest on oparty na stereotypie, że do tego, by poród zakończył się pozytywnie niezbędna jest obecność zespoły specjalistów oraz odpowiedniego sprzętu. Tymczasem, gdy zajrzymy do badań, które przeprowadzono na temat porodu domowego, okazuje się, że liczby mówią coś innego.

Co mówią liczby na temat porodu domowego?

Poniżej przytaczam fragment opracowania autorstwa Magdaleny Krauze, położnej ze Stowarzyszenia Niezależna Inicjatywa Rodziców i Położnych „Dobrze Urodzeni”. Nie jest to badanie, a jedynie raport sporządzony na podstawie jednolitej dokumentacji medycznej, którą posługują się położne w Stowarzyszeniu, przyjmując porody domowe. W Polsce niestety nie ma wielu opracowań dotyczących porodów domowych, więc gdy mówi się porodach domowych i ich bezpieczeństwie, przytaczane są z konieczności dane europejskie i amerykańskie.  Z opracowania pani Magdaleny można jednak wyciągnąć sporo wniosków.

„W roku 2011 chęć odbycia porodu w domu zgłosiło 187 kobiet ciężarnych. Na etapie kwalifikacji do porodu poza szpitalem zostało zdyskwalifikowanych 67 kobiet. Powody dyskwalifikacji dotyczyły stanu zdrowia matki i dziecka, czynników emocjonalnych lub rezygnacji klientki bądź jej rodziny z porodu domoweg0.”

Z tej niewielkiej grupy pań, które chciałyby rodzić w domu, nie wszystkie pozytywnie przechodzą szczegółową klasyfikację do domowych narodzin. Tylko ciężarne, które są zdrowe, a ich ciąża przebiega fizjologicznie, mogą być kwalifikowane do porodu domowego. Jest to warunek, by położna podjęła się przyjęcia takiego porodu

Z powyższych danych wynika, że w 2011 roku 130 porodów rozpoczęło się w domu. W 20 przypadkach konieczne było jednak przewiezienie rodzącej do szpitala w czasie trwania porodu. Tak jak wspominałam, taki transfer zakłada się zawsze – w przypadku, gdy zaczyna się dziać coś niepokojącego należy podjąć taką decyzję. Niemniej jednak te przypadki to zaledwie ok. 15% rozpoczętych porodów domowych ujętych w raporcie, co jest z pewnością niewielką liczbą w porównaniu z ilością cięć cesarskich w przeciętnym polskim szpitalu. Wprawdzie tej nie informacji w opracowaniu, ale przypuszczam, że nie u wszystkich przewiezionych do szpitala kobiet poród zakończył się cesarką.

źródło:  Tabele, wykresy z komentarzem - Magdalena Krause

Drugie ważne zagadnienie poruszone w opracowaniu pani Magdy, to częstość urazów poporodowych w porodach domowych. Kolejny fragment raportu:

„Przeanalizowana dokumentacja medyczna pozwoliła zbadać liczbę obrażeń poporodowych. 54 kobiety urodziły bez obrażeń. U 35 rodzących położne oceniły urazy w postaci pęknięcia krocza I stopnia (dotyczy przerwania ciągłości skóry i śluzówki pochwy). II stopień pęknięcia krocza rozpoznano u 2 kobiet (uraz ten obejmuje przerwanie ciągłości skóry, śluzówki pochwy oraz mięśni- jest tożsamy z nacięciem krocza). Nie było urazów w postaci pęknięcia krocza III lub IV stopnia.
Nacięcie krocza wykonano u 2 kobiet. Pośród rodzących u 12 kobiet stwierdzono uraz samej śluzówki pochwy, a u 6 rodzących uszkodzenie wargi sromowej mniejszej. Każdy z urazów krocza był zaopatrzony chirurgicznie przez położną prowadzącą poród.”

Jak można przeczytać w opracowaniu ilość urazów poporodowych w przypadku udokumentowanych porodów domowych nie jest duża. Na pierwszy rzut oka już widać, że ilość porodów domowych z nacięciem krocza jest znacznie mniejsza niż w przypadku porodów szpitalnych. Na podstawie danych, które w 2004r. zebrała Fundacja Rodzić po Ludzku, wynika, że w Polsce na oddziałach porodowych „średnio w 2003 r. nacięcie krocza zastosowano w 57,5 % porodów, przy czym u pierworódek jest to blisko 79 %, a u wieloródek 36 % porodów. 82 % oddziałów przekracza granicę 20 % wyznaczoną przez Światową Organizację Zdrowia.”

I jeszcze dwie tabele z opracowania – dotyczą stanu zdrowia noworodków urodzonych w domu ocenianego w skali Apgar oraz liczby noworodków, u których konieczny był pobyt w szpitalu po porodzie (z wyszczególnieniem przyczyn):

źródło:  Tabele, wykresy z komentarzem - Magdalena Krause

Zachęcam z zapoznaniem się z całością opracowania pani Magdaleny Krause. Myślę, że warto tam zajrzeć, bez względu na to, czy ktoś sam planuje poród domowy, czy nie. To jest raport do przeczytania także dla tych, którzy zacięcie  krytykują pomysł domowych narodzin komuś z otoczenia (siostrze, koleżance) uznając z góry, że to nieodpowiedzialny wybór.

Na zakończenie zachęcam do obejrzenia pięknego filmu z porodu domowego. Zaznaczam, że nie ma w nim „widoków”, które mogłyby przerazić bardzie wrażliwe osoby. Za to reakcja ojca uczestniczącego w porodzie – to trzeba koniecznie zobaczyć :)

 

share