O wychowaniu – męskim okiem

31/10/2008 at 10:13

Nie mogłam się oprzeć, żeby nie wkleić na bloga znalezionego kilka dni temu w necie artykułu. Może bowiem martwisz się, że twój mąż czy partner nie zachowuje się w ogóle jakby miało urodzić się dziecko. Być może rzadko rozmawia z brzuchem (albo wcale), nie interesują go zakupy dla dzidziusia (no może poza wózkiem). A może snuje plany związane z szalonym sylwestrem lub szalonymi wakacjami. Albo większość wolnego czasu bez pamięci oddaje się swemu hobby. Być może zachowuje się w porządku, jest czuły i cieszy się z dziecka, ale wydaje ci cię jakiś taki mało dojrzały do roli taty. Myślę, że martwisz się trochę na zapas. Nawet nie wiesz, jak może cię zadziwić zachowanie nowo upieczonego taty w ciągu kilku tygodni (miesięcy) po porodzie. Tak już jest, że panowie zwykle potrzebują trochę więcej czasu, muszą dopiero doświadczyć bycia z dzieckiem, muszą sami wszystko przemyśleć i przeanalizować. Po jakimś czasie może okazać się, że twój mąż czy partner bardziej niż ty rozpieszcza malucha, jest bardziej przewrażliwiony na punkcie jego zdrowia, dłużej przeżywa, gdy maluch nabije sobie guza.

Więc jeśli martwisz się o to jakim będzie tatą, daj mu jeszcze czas, niech we własnym tempie dojrzewa do tej roli.

Tymczasem zachęcam do lektury postu z bloga pewnego taty.

Wychowywanie siebie

autorem artykułu jest Mariusz Kapusta

Nawet nie mam pomysłu jak zacząć ten post. Zacznę tak: jestem tatą. I przez to, że zostałem ojcem zmieniło się moje postrzeganie świata. Niby wszystko wiedziałem teoretycznie. Decydujemy się na dziecko, bejbik się rodzi i wszyscy się cieszą i są szczęśliwi. Czytałem co prawda „Dziecko dla początkujących” i wertowałem pisma fachowe, ale nic nie było mnie w stanie przygotować na doświadczenie bycia ojcem.

Jest całkiem inaczej niż się spodziewałem, jest dużo lepiej, ale naprawdę inaczej. Nie spodziewałem się na przykład ile czasu zajmuje opieka nad dzieckiem. Zorientowałem się ile czasu tak naprawdę marnowałem zanim Wiktoria się pojawiła. Dzięki temu, że jest z nami wyciskam z doby prawie każdą minutę i robię tylko rzeczy najistotniejsze, bo nie mam czasu na głupoty. Wcześniej potrafiłem wieczorami grać kilka godzin, teraz, jeżeli znajdę w ciągu dnia 15 minut to jest to święto. Ale akurat na to nie narzekam, bo jest to mój świadomy wybór i bardzo dobrze mi służy.

Zboczyłem trochę z głównego wątku. Jest inna rzecz, która jest najistotniejsza w tym wszystkim. Nie zdawałem sobie sprawy jak wielka odpowiedzialność wiąże się z dzieckiem. Znowu, oczywiste jest dla mnie, że trzeba zapewnić mu opiekę, dobre wykształcenie itd. Ale prawdziwe wyzwanie i odpowiedzialność polega na tym, że tworzysz nowego człowieka! Wpływ rodziców na dziecko jest tak ogromny, że według mnie to wychowanie decyduje o tym, co dziecko osiągnie jako dorosły.

Dziecko nie jest w stanie ocenić, co jest dobre a co złe, ono po prostu się uczy. Uczy się obserwując. Powtarza to, co Ty robisz. Wierzy, że Ty jako rodzic wiesz najlepiej jak coś powinno być zrobione. To dotyczy nie tylko prostych czynności, ale też postawy wobec życia, wobec siebie. Jeżeli chcesz, żeby twoje dziecko pewnego dnia było dobrym człowiekiem odnoszącym sukcesy sam musisz taki być! I tylko tyle.

Może odkryłem koło, bo zapewne gdzieś to już ktoś napisał, ale dla mnie ma wartość fakt, że ta myśl przyszła do mnie sama. I autentycznie zmieniła moje podejście do tego co robię. Chcę pracować tylko nad rzeczami, o których będę mógł z dumą opowiedzieć mojej córce, gdy wrócę do domu. Na pytanie, co robiłem w pracy nie chcę odpowiedzieć „siedziałem przed komputerem, przeglądałem strony internetowe i piłem kawę”, bo czego ją to nauczy?

Przewrotnie jak w tytule postu. Miałem jako ojciec wychowywać dziecko, a żeby to zrobić porządnie muszę najpierw wychować siebie. Moje dziecko nawet nie wie, co to jest proaktywność, a już nieźle zamieszało w swojej strefie wpływu ;).

Mariusz Kapusta,www.proaktywnie.pl Tematyka strony: Rozwój osobisty, motywacja, zarządzanie czasem

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

share