Home

O porodzie - pozytywnie

8 listopad 2008

Jeśli jesteś stałą czytelniczką mojego bloga, wiesz, że czasem pojawiają się w nim fragmenty książki „Szkoła Rodzenia” Sheili Kitzinger. To prekursorka pozytywnych zmian w położnictwie na całym świecie, także w Polsce – po jej wizycie w naszym kraju powstała Fundacja Rodzić Po Ludzku. Dziś jako wstęp do mojego postu cytuję Sheilę:

„Ból porodowy jest rzeczą nad wyraz realną. Nie powinno się niedoceniać katuszy, znoszonych przez niektóre rodzące. Również te kobiety, które miały szczęście odbyć lekki poród, nie powinny go bagatelizować. Kiedy rozważa się kwestię, czy poród, jako naturalna czynność ciała ludzkiego, „powinien” być łatwy i lekki, nie można zaprzeczyć, iż dla znacznej większości rodzących takim nie jest. Pewna kobieta opisując niezwykle przykre odczucia porodowe opowiadała, jak zacisnąwszy mocno szczęki w drugim okresie porodu, wyłamała sobie jeden z przednich zębów. Trudno oczekiwać, by kobieta, która ma za sobą podobne przejścia, miała pozytywne odczucia względem rodzenia czy też potrafiła pomóc młodej ciężarnej odnaleźć radość w oczekiwaniu na wielką przygodę, która ma ją spotkać.
Lecz kobieta, która urodzi szczęśliwie, wzbudza inne nastawienie – nastrój optymizmu raczej niż strachu i przerażenia przed morderczymi doznaniami porodu. Taki właśnie nastrój jest w stanie stworzyć wiele kobiet – z korzyścią dla wielu matek.” źródło: Sheila Kitzinger “Szkoła Rodzenia”, Warszawa 1996.

Na forach internetowych aż roi się od opowieści o strasznych porodach. W pracy, kiedy oznajmisz, że jesteś w ciąży, każda koleżanka relacjonuje ci swój poród. Co jeden to gorszy, boleśniejszy, tragiczniejszy. Dochodzi do tego, że panicznie boisz się swojego porodu. Znacznie rzadziej, kobiety, których poród przebiegł łatwo i był dla nich pozytywnym przeżyciem, rozpisują się lub opowiadają o swoich doznaniach. Może obawiają się, że zostaną odebrane jako te, którym nie należy się uznanie, skoro nie cierpiały.
Na szczęście czasem można i na pozytywne relacje natrafić. Budują one ten nastój, o którym pisała Sheila. Napotkałam niedawno na wątek na jednym z forów o ciąży i porodzie, w którym taki nastrój dominował. Przytoczę ci jedną z wypowiedzi.

gaja78 pisze (forum gazeta.pl):
„Pierwszy poród miałam bardzo bolesny, ale średnio długi - 8h. Większą trudnością
niż bóle porodowe było dla mnie pogodzenie się z faktem, że nie mogę mieć
dziecka od razu przy sobie (10 dni w inkubatorze).

Drugi poród “przechodziłam” w domu, w szpitalu rodziłam 1.5 godziny. Bolało jak
przy pierwszym, ale nieporównywalnie krócej, więc całą imprezę wspominam
fantastycznie (zwłaszcza moment, gdy lekarka na IP powiedziała mi jak duże już
jest rozwarcie :p. Było boleśnie ale było i śmiesznie w wielu momentach :)
Zwłaszcza jak szukałam w domu dowodu ubezpieczenia robiąc sobie filmowe przerwy
na oddychanie, jak pokonywałam dystans między IP i porodówką - też z
przystankami na oddychanie, jak psioczyłam na męża bo mi to sprawiało ulgę :p ,
jak kłóciłam się z położnymi, że to niemożliwe, że już tak zupełnie rodzę ;P

Im więcej będziesz wiedziała teoretycznie o przebiegu porodu zanim się on
zacznie, tym bezpieczniej będziesz się czuła. Jeśli wszystko będzie przebiegało
bez (tfu tfu) komplikacji, spokojnie może to być dla ciebie życiowa przygoda z
dużą dawką adrenaliny :)

Co jeszcze w ramach otuchy … powiem tak:
Boli, ale wiesz że to się kiedyś skończy, zwłaszcza w chwilach, gdy położna ci
mówi, jak postępuje rozwarcie.
Kiedy zaczynają się skurcze parte, wiesz że ból naprawdę się kończy i za chwilę
dziecko będzie na świecie.
Odejście wód płodowych - jeśli od nich się poród zaczyna - jest zaskakująco.
Jeśli odchodzą pod koniec - jest kosmicznie zaskakująco (kto by się spodziewał
takiej fontanny ? ).
Przeciskanie się dziecka przez pochwę - fantastyczne uczucie.
Widok pępowiny - to ona jest taka gruba ? Przecinaj mąż, nie dyskutuj, co mnie
obchodzi że taki blady jesteś, gdzie masz aparat - zrobiłeś zdjęcia ?! :)))

Widok i dotyk dziecka - wiadomo - nie do opisania ;)
Zapach dziecka - jak z krańców wszechświata. Czysty zapach nowego życia.

Widok łożyska - o matko, to tak wygląda łożysko ???! ;P

Chwila, gdy wyjeżdżasz z porodówki z dzieckiem w ramionach - bezcenna …

To nie jest tak, że tylko boli ;) Dla mnie każdy z dwóch porodów był walką z
bólem ale i poznawaniem możliwości swojego ciała. Po prostu - niesamowitą
przygodą :)”

  1. Dziękuję. Takich właśnie słów było mi potrzeba. Nie boję się porodu, ale dzięki Tobie najbliższe 6 tygodni będzie oczekiwaniem na przygodę.

  2. Jestem w 6 m-cu ciąży,jest to moja pierwsza ciąża i coraz częściej myślę o tym co mnie czeka za 3 miesiące.Czasami jestem pełna optymizmu że dam radę,że miliony kobiet przechodziły przez to co mnie czeka.Ale często pojawiają się myśli czy dam radę jak wytrzymam tyle godzin w mękach???mimo że mam świetnego lekarza to bardzo się boję że mogę spaniokować podczas porodu i narobić sobie i mężowi ogromnego wstydu.Od początku ciąży ćwiczę jogę dla ciężarnych,słyszałam że to bardzo pomaga przy porodzie,ponieważ nie możemy z mężem chodzić do szkoły rodzenia ze względu na jego pracę.Chciałabym się dowiedzieć,czy da się wytrzymać poród i czy naprawdę to jest taki straszny ból o jakim opowiadają mi moje znajome.Dziękuję za pomoć.

  3. Martyno!
    „Nawet najodważniejsze kobiety w obliczu porodu przenika lęk związany z nagłym znalezieniem się u progu nieznanego” – to słowa słynnej badaczki porodów w różnych kulturach i prekursorki wielu pozytywnych zmian w położnictwie Sheili Kitzinger.
    Można zrobić wiele już w czasie ciąży, aby oswoić to „nieznane” i przygotować się do porodu.
    To, że ćwiczysz jogę, to już bardzo dużo, przygotujesz swoje ciało do porodu, będziesz umiała się zrelaksować i właściwie oddychać (to bardzo pomaga „rozegrać” poród).
    Jeśli chodzi o ból, ostatnio na forum szkoły rodzenia przez internet (którą założyłam), Małgosia, która już urodziła, relacjonując swój poród napisała:
    „(…) ból porodowy może być zupełnie znośny. Bolało jak diabli ale nie wiem czemu było to dla mnie jakieś łatwe do zaakceptowania.”
    Zamiast myśleć o porodzie w kategorii „męki” i słuchać budzących lęk opowieści koleżanek, zacznij pozytywnie myśleć o porodzie, choćby te myśli na początku były generowane sztucznie (wymuszane). Z czasem przekonasz się, że sama już zaczniesz tak myśleć. Zapoznaj się z przebiegiem porodu i wyobrażaj sobie siebie podczas porodu. Przeżyj w myślach swój poród, ale tak jakbyś chciała, aby przebiegał. W czasie takiej wizualizacji pomocna jest używanie słów. Szczególnie na nasze zachowanie działają tzw. afirmacje – powtarzanie sobie pewnych wyrazów, zadań, poleceń. Np. „poród jest bezpieczny”, „dam sobie radę”. Pamiętaj jednak, że używanie słowa „nie” w afirmacjach nie odnosi oczekiwanego efektu. Mówiąc „nie będę się bała” dajesz plecenie umysłowi nieświadomemu, aby przypomniał sobie stan strachu i dopiero mu zaprzeczył. Prosty przykład – wykonaj polecenie: „nie myśl teraz o swojej mamie.” O kim pomyślałaś?
    Czyli jeśli mówisz: „nie myśl o strachu, bólu” to właśnie o tym zaczynasz myśleć.
    Piszesz jeszcze: „ boję że mogę spanikować podczas porodu i narobić sobie i mężowi ogromnego wstydu”. Martyno! Każdy ma prawo zachowywać się nieracjonalnie, a tym bardziej kobieta w czasie porodu. W trakcie porodu powinnaś się skupić jedynie na sobie. Ból porodowy, to ból ograniczony w czasie, nie trwa wiecznie i prowadzi do określonego celu. Podczas trudnego porodu może ci się zdarzyć, że zapomnisz o tym celu i możesz „spanikować”. To zdarza się wielu kobietom. Ty nie stajesz do jakiś zawodów, w których powinnaś pokonać inne rodzące, albo jakoś przykładnie się zachowywać.
    To, że teraz ćwiczysz, to, że mąż będzie z tobą przy porodzie to już naprawdę duży krok ku temu, by poród okazał się pozytywnym przeżyciem.

  4. Ja miałam to nieszczęście, że mój poród trwał 25 godzn!!! Rodziłam na Warszawskim Solcu - tragedia. Z bólami do nieba i rozwarciem 1 cm zostałam przyjęta na oddział o godz.23.40 dostałam zastrzyk po, którym bóle nasiliły się i stały niedowytrzymania…. do godz. 18 mogę śmiało powiedzieć, że nikt się mną nie zajmował za wyjątkiem, że dwa razy położna sprawdziła jakie jest rozwarcie i tyle samo razy podłączyła mnie pod KTG, przez 13 godzim rozwarcie ciągle wynosiło 2 cm. po godz. 18 dostałam salę porodową, ok 21 podano mi kroplówkę z oksytocyną i dopiero coś się ruszyło. O 22 przy rozwarciu 3cm. dostałam wybłagane znieczulenie, a 0:35 “urodziłam” synka umierałam z bólu mie wiedziałam co się dzieje jedna położna wypychała dziecko kładąc się na mój brzuch a druga ciągnęła, nie wiedziałam ile dziecko ważyło i mierzyło bo traciłam przytomność. Bardzo się wycierpiałam nie zdawałam sobie sprawy, że tak to może wyglądać, nie czułam tej radości z urodzenia dzidzusia bo nic do mnie nie docierało. Położono mnie na łóżko włożono lód między nogi i zostawiono na 3 godz. Po tym czasie zostałam przewieziona na zwykła salę i dostałam maluszka, kiedy powiedziałam, że nie mogę się jeszcze nim zając bo miałam bardzo ciężki poród położna zmierzyła mnie i powiedziała, że dziecko płacze. Kilka krotnie też prosiłam o naukę karmienia piersią - skończyło się na butelce.
    Za kilka miesięcy będę rodziła drugie dziecko i strasznie się boję. Mam nadzieję, że trafię na ludzkich ludzi z doświadczeniem i powołaniem do pracy, którą wykonują.

Jak zawsze, komentarze i pytania mile widziane :-)