Nie zgadzam się z Pawłem Zawitkowskim

02/06/2009 at 19:39

Pod koniec maja w jednym z programów Dzień Dobry TVN w roli eksperta brał udział pan Paweł Zawitkowski.  To częsty gość tego programu, nazywany „zaklinaczem dzieci”, wypowiadający się na tematy związane z rozwojem neuroruchowym dzieci, doradzający jak je prawidłowo nosić, jak wozić, kąpać, jakie buty dla dziecka wybierać, jak stymulować rozwój dziecka, a także jak postępować w przypadku zaburzeń tego rozwoju.

Paweł Zawitkowski to terapeuta Szkoły Terapii Neurorozwojowej NDT-Bobath, absolwent kursów Prechtla, Halliwick, SI-Ayres, trener metody Brazeltona oraz terapii oddechowej małych dzieci AFE. Konsultant w Klinice Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie.   Niezaprzeczalnie, to ekspert w swojej dziedzinie.

Tym razem jednak pan Zawitkowski trochę „zagalopował” się i wziął udział w programie dotyczącym karmienia piersią i niestety przekazał w nim sporo informacji niezgodnych ze współczesną wiedzą na temat laktacji. Niestety nie można być ekspertem we wszystkich dziedzinach i trzeba znać swoje granice.

Rozmowę prowadziła Jolanta Pieńkowska i Wojciech Jagielski.  Na pierwsze pytanie, które padło: „Czy smoczek jest wrogiem karmienia piersią pan Zawitkowski odpowiada (pozwolę sobie zacytować fragment, aby móc się do tego odnieść):
„Na pewno nie jest wrogiem, jeśli jest odpowiednio stosowany, w odpowiednim momencie, za odpowiednią poradą u specjalisty. Jest raczej sprzymierzeńcem karmienia piersią. Bardzo często jest tak, że z różnych powodów mamy nie mogą dać wystarczającej ilości pokarmu dziecku lub muszą przerwać na chwilę karmienie, zdarzają się różne rzeczy… Wtedy nie możemy stracić tych umiejętności dziecka i akurat to odpowiedni smoczek może wspomóc  utrzymanie karmienia piersią”

Wprawdzie w dalszej części wypowiedzi stwierdza, że karmienie piersią jest bezwzględnie najodpowiedniejszym sposobem żywienia dziecka (ze względów emocjonalnych, ze względu na sam pokarm i sposób jego trawienia i z wielu innych powodów). Twierdzi, że nie powinniśmy stosować „terroryzmu piersiowego” i jeśli mama nie może lub nie chce karmić piersią, to nie możemy w niej budzić poczucia winy,  tylko proponować jej „dobry sprzęt”. I z tą wypowiedzią całkowicie się zgadzam.  Z tym, że pan Zawitkowski w końcu znów dodaje, że ten sprzęt jest po to, by dziecko nie straciło odpowiednich umiejętności ssania piersi. Skoro mama nie będzie karmić piersią (bo takie było założenie w tej wypowiedzi), to nie musimy się martwić umiejętnościami malucha dotyczącymi chwytania i ssania brodawki.

Natomiast jeśli mama bardzo chce karmić piersią swoje dziecko, to nie należy jej proponować używania butelki ze smoczkiem jako sposobu rozwiązywania problemu z laktacją. Jeśli mama, jak mówi Zawitkowski, ma niewystarczającą  ilość pokarmu, to jakim cudem podanie mleka z butelki ma ten problem rozwiązać. Bodźcem do produkowania pokarmu jest ssące dziecko, więc jeśli go będziemy dokarmiać z butelki, a nie przystawiać do piersi, to za chwile pokarmu będzie jeszcze mniej. Chyba, że mama będzie odciągać laktatorem i podawać z butelki, ale chyba mija się to z celem.  Tym bardziej, że jak twierdzą specjaliści i pokazuje doświadczenie, dzieci, które dostają smoczka przyzwyczajają się do innego sposobu ssania (płytszego, łatwiejszego) i w ten sam sposób zaczynają ssać pierś. Niedawno pisałam na blogu o badaniach naukowców na ten temat: Smoczek uspakajacz? Butelka? Dlaczego nie są dobre gdy karmisz piersią?. Czasem są to dyskretne różnice, a jednak prowadzą w rezultacie do problemów laktacyjnych (bolesność brodawek, niedobór pokarmu, problemy z piersiami i wielu innych wynikających ze złej techniki karmienia). Są oczywiście niemowlęta, którym podanie smoczka niczego nie zakłóciło i nadal dzielnie piją z piersi, ale to zdecydowana mniejszość.

Mamie, która musi przerwać na jakiś czas karmienie np. z powodu rozłąki z dzieckiem lub w celu podleczenia brodawek, proponujemy odciąganie mleka laktatorem i podawanie dziecku za pomocą tzw. alternatywnych metod, takich, które nie zaburzają umiejętności prawidłowego ssania (żaden smoczek nie jest w tej kwestii odpowiedni). Karmimy wtedy specjalną łyżeczką, kubeczkiem lub po palcu za pomocą drenu ze strzykawką. Jeśli rzeczywiście trzeba dziecko dokarmić mlekiem modyfikowanym, to również posługujemy się tymi metodami.

Niestety, wiele mam które karmią lub jeszcze są w ciąży, które obejrzały ten program, będzie przekonanych, że podając dziecku mleko z butelki, postępują właściwie. I jeśli będą miały problem z ilością pokarmu, obwinią o to siebie („nie miałam pokarmu”.  Tak naprawdę butelka ze smoczkiem powinna być zarezerwowana dla dzieci, które nie są karmione piersią lub ewentualnie dla starszych niemowląt (po ukończeniu 3 miesiąca życia), które dostatecznie opanowały już sztukę ssania piersi.

Na szczęście na forum programu DDTVN  w wątku dotyczącym tego właśnie odcinka odezwało się kilka bardziej laktacyjnie wyedukowanych mam, również prostując wypowiedzi pana Zawitkowskiego.

Tutaj możesz obejrzeć nagranie z tego programu: Karmienie piersią czy butelką?

share