Czy można urodzić dzięki internetowi?

02/05/2009 at 12:50

Zadziwiające historie o porodach….

Nasza szkoła rodzenia przez internet działa już kilka miesięcy i jest to jak do tej pory jedyny taki kurs stworzony przy pomocy e-learningu. Nie dla wszystkich jest to forma zrozumiała, nie każdy jest w stanie taki sposób zdobywania wiedzy i umiejętności zaakceptować. Przytoczę tu wypowiedź z jednego otwartego forum o ciąży, kiedy pojawiła się na nim wzmianka o naszej szkole:
„A o porodzie przez internet jeszcze nie mówili? Karmić cycem przez skypea też wkrótce będzie można!”

Można zrozumieć internautkę i jej podejście z dystansem do naszego przedsięwzięcia. Wiadomo, większość z nas woli bezpośredni kontakt i niektórych spraw nie potrafi załatwić przez internet.

Czasem jednak nie mamy innego wyjścia i wtedy wirtualna przestrzeń wydaje nam się szczególnie przyjazna.

Świadczą o tym ciekawe historie, które wydarzyły się w ostatnim czasie...

http://farm2.static.flickr.com/1035/864788349_c21bda20f9.jpg?v=0

Amerykański żołnierz  Andrew Wertz, przebywając w Iraku był oddalony od swojej rodzącej żony o 7000 mil. Jednak dzięki współczesnym technologiom mógł „uczestniczyć” w narodzinach swojego dziecka. Było to możliwe dzięki wykorzystaniu systemu do wideokonferencji. Rodzice mogli się widzieć na ekranach monitorów i rozmawiać ze sobą przez cały czas trwania porodu. Mężczyzna podtrzymywał rodzącą na duchu, a nawet zachęcał do parcia w drugim okresie porodu krzycząc: „Przyj!”. Kiedy zobaczył nowo narodzonego synka, powiedział do żony: „Jaki on do ciebie podobny, jakie gęste ma włosy.”

Rozmowy w formie wideokonferencji prowadzić mogą żołnierze przebywający z dala od swoich rodzin. Tu jednak wykorzystano tę możliwość w niecodziennej sytuacji.
Może nie dla każdego jest to do przyjęcia, ale myślę, że dla tej konkretnej pary miało ogromne znaczenie. I jak tu nie korzystać ze współczesnych zdobyczy technologii?

.

I jeszcze dwie historie, mówiące o tym, jakim dobrodziejstwem dla rodzącej może okazać się internet:

Pierwsze wydarzenie, o którym chcę napisać, miało miejsce w w jednym z miasteczek Dakoty Północnej, które dotknęła wielka powódź. Część mieszkańców została uwięziona w swoich domach przez otaczającą wodę. Również Jordan Peck wraz z żoną Natalie znaleźli się w takiej sytuacji. Ich problem stał się wyjątkowo naglący, ponieważ spodziewali się dziecka i właśnie w tym czasie zaczęła się akcja porodowa. Nie było mowy o dotarciu do szpitala, ani o wezwaniu karetki. http://farm2.static.flickr.com/1051/910518150_e079d35353.jpg?v=0

Wtedy Peck wykazał się niezwykłym opanowaniem i zaczął przeszukiwać internet pod kątem potrzebnych mu w tym momencie informacji – jak stworzyć odpowiednie warunki do odebrania porodu. Dzięki temu dzielnie poprowadził cała akcję i dziecko szczęśliwie przyszło na świat.

Druga historia wydarzyła się w Wielkiej Brytanii. Marc Stephens i jego żona Jo zaplanowali, że ich dziecko przyjdzie na świat w domu. Nie przewidzieli jednak, że akcja porodowa będzie przebiegać tak szybko, że ani położna, ani karetka nie zdążą przyjechać w porę. Marc skorzystał wtedy z filmów instruktażowych zamieszczonych w You Tube i w 20 minut nauczył się wszystkich szczegółów potrzebnych mu do odebrania porodu żony. Również w tym przypadku narodziny odbyły się bez komplikacji – pani Stephens urodziła zdrowego syna.

Państwo Stephens mieli już trzy starsze córki. Po narodzinach syna, Jo stwierdziła, że był to jej najłatwiejszy poród, cały czas czuła się z relaksowana, nie było żadnej paniki.

To dowody na to, że internet i zamieszczone w nim informacje mogą być nieocenione nawet w tak niecodziennych sytuacjach.

ilustracje: by Mike „Dakinewavamon" Kline by Mike „Dakinewavamon" Kline
share