Ciężarna w czapce niewidce?
21 czerwiec 2010
Rok temu pisałam na blogu o ruszającej akcji społecznej “Odmienny stan - odmienne traktowanie”, mającej na celu uwrażliwienie ludzi na potrzebę szczególnego traktowania kobiet w ciąży: ustępowania miejsca w komunikacji miejskiej, w kolejce w markecie czy przychodni. W ramach kampanii powstaje również ranking „miejsc przyjaznych mamie”. Przyszłe mamy zadowolone ze sposobu traktowania czy obsługi w miejscu publicznym, mogą je zgłaszać do organizatorów akcji, wypełniając specjalny formularz.
Panie zgłaszają więc kolejne „Miejsca przyjazne mamie” do rankingu. Na mapie Polski to kropla w morzu i w dodatku powstają głównie w dużych miastach. Duża część pań w ciąży nigdy do takiego „przyjaznego” obiektu nie trafi. Natomiast wszystkie ciężarne muszą zmagać się z nieciekawą rzeczywistością w przeciętnym miejscu publicznym. Piszę z „nieciekawą”, bo sytuacja mimo opisanej akcji chyba niewiele się zmienia. Od kliku miesięcy śledzę kilkanaście blogów ciążowych, które biorą udział w organizowanym przeze mnie konkursie i co jakiś czas natrafiam na wpisy na temat różnych epizodów, które przytrafiają się przyszłym mamom czy to przychodni, czy w markecie lub w autobusie.
Zacytuję kilka:
Aeidenn, autorka bloga “Kiddie and more”:
“Pierwszy raz od początku ciąży poprosiłam ludzi czekających w kolejce do laboratorium o wejście bez kolejki:
“Przepraszam Państwa bardzo, mam wielką prośbę, czy mogłabym wejść bez kolejki? Nigdy nie proszę o to, ale naprawdę źle się czuję…”
Jaka była reakcja? Czytaj dalej: http://kiddie.blox.pl/
.
Autorka bloga „Żona męża, a dziecka matka” analizuje
„W komunikacji miejskiej spotykam, jak dotąd, dwa rodzaje współpodróżujących. Dwa rodzaje, ale w obrębie jednej płci. Mojej. Płeć przeciwna nie wykazuje żadnych specyficznych zachowań, indukowanych widokiem brzucha.
Rodzaj pierwszy dopada mnie tuż przy drzwiach i z uśmiechem na twarzy ustępuje miejsce siedzące, niemal nalegając, gdy stawiam lekki opór. Nie przywykłam, no naprawdę.
Rodzaj drugi bacznie obserwuje sytuację za oknem. Wpatruje się w przechodniów, w samochody, drzewa i drogowe znaki poziome, byle tylko nie dostrzec mojej obecności. Komedia. Nie chcąc krępować delikwentki, unikam kontaktu wzrokowego, niemniej nie mogę sobie odmówić peryferycznej obserwacji. Patrząc leniwie przed siebie, kątem oka dostrzegam, jak wzrok kobiety powoli osiada na moim brzuchu, zawiesza się na nim i tkwi. Więc jednak nie jestem przezroczysta. Ewidentnie mnie dostrzega.”
Czytaj do końca na blogu: http://zona-meza.blog.pl
.
.
I jeszcze raz Aeidenn:
„Weszłam do tramwaju od strony motorniczego.
Są tam dwa miejsca - jedno oznaczone krzyżykiem - dla osób chorych i inwalidów, drugie oznaczone symbolem matki z dzieckiem.
Na obu siedziało dwóch kolesi w wieku studenckim. Jeden ze słuchawkami na uszach zmierzył mnie oziębłym wzrokiem i wbił go w szybę.
Drugi - podobnie - najpierw gwałtownie zaczął pisać sto smsów, a potem również podziwiał malownicze wały poznańskiej Pestki, czyli trasy szybkiego tramwaju.
A ja wisiałam mu z brzuchem nad głową. Bo jednak trochę tłok był.”
Czytaj dalej: http://kiddie.blox.pl
.
Autorka bloga “Pestka w pestce” miała następujące doświadczenia:
“W zasadzie do tej pory tylko 2 razy zdarzyło mi się skorzystać z ciążowych “przywielejów” - raz ominęło mnie czekanie w kolejce dzięki specjalnej kasie dla ciężarnych i raz miła starsza pani przepuściła mnie w kolejce do endokrynologa. Poza tymi dwoma wyjątkami jestem bardzo pokorną ciężarówką, nawet w Ikei w kasie pierwszeństwa odstałam tych kilkanaście minut, bo nie miałam ochoty wykłócać się z ludźmi - kiedy mogę unikam stresowych sytuacji no i mam swoją walizeczkę kompleksów i zahamowań - nie zawsze umiem zawalczyć o swoje.
Ale dzisiaj po prostu mi nerwy puściły…”
Co sprowokowało blogerkę? Czytaj do końca: http://pestka-w-pestce.blog.pl
.
Opisane przez blogerki doświadczenia wskazują, że w jednak większości przypadków same muszą się upomnieć o swoje przywileje. Może właśnie choć niewielki wpływ na asertywną postawę ma opisywana powyżej akcja - panie są bardziej świadome tego, że należy im się “taryfa ulgowa” ze względu na ich stan. O podjętych przez akcję edukacyjną tematach w sumie głośniej jest na portalach czy forach przeznaczonych dla przyszłych mam, niż na takich ogólnych, przeznaczonych dla wszystkich. Ciekawe kto, oprócz kobiet w ciąży, czyta postulaty opracowane przez organizatorów akcji?
A może, bez żadnych specjalnych akcji, promocji czy postulatów, doczekamy się czasów, gdy ciężarna potraktowana będzie właśnie tak (bez fotomontażu):





























Dlaczego nie miałam takiej zabawki piszczałki, kiedy jeździłam tramwajem do pracy? Świetna metoda:)
Bywało że doświadczałam życzliwości w aptece czy autobusie… Któregoś razu we wrocławskim tramwaju wszystkie miejsca były zajęte. Wielkiego ścisku nie było, ale że był kawałek drogi do przejechania, podeszłam do miejsca oznakowanego “Miejsce dla ciężarnej” i po prostu poprosiłam dziewczynę siedzącą tam o ustąpienie miejsca. Nie było problemu