„Ciąża aktywna inaczej, czyli kiedy w ciąży trzeba leżeć…”

06/11/2010 at 00:47

Publikuję dziś artykuł napisany przez uczestniczkę internetowej Szkoły Rodzenia przedPORODEM.pl. Ania jest już mamą pięciomiesięcznego synka.  Podzieliła się jednak swoimi doświadczeniami z okresu ciąży, kiedy lekarz zalecił jej leżenie. Ponieważ w naszej szkole jest duża grupa pań, które również spędzają ciążę na leżąco, tekst znalazł się w „Gazetce Szkoły Rodzenia przedPORODEM.pl”. Postanowiłam go umieścić również na blogu, bo wydał mi się bardzo cenny i unikalny, choćby z uwagi na to, że został napisany z punktu widzenia kobiety w ciąży.

.

.

.

.

.

.

.

.

CIĄŻA AKTYWNA INACZEJ CZYLI KIEDY W CIĄŻY TRZEBA LEŻEĆ

„Sytuacja jest poważna, dlatego od teraz do końca ciąży musi Pani leżeć”. Kto by chciał usłyszeć te słowa od lekarza? Nikt. Ale co z tego kiedy dość często i niespodziewanie je słyszymy.

Moja historia z leżeniem zaczęła się w 22 tygodniu ciąży i na moje szczęście w nieszczęściu trwała aż przez 3,5 miesiąca. Werdykt lekarski – niewydolność ciśnieniowo-szyjkowa. Nikt nie wie ile wytrzymam do porodu, bo szyjka skraca się bardzo szybko. Mieszkaniec mojego brzucha waży 585 gram i nie ma prawie żadnych szans na ciąg dalszy istnienia. Brzuch ledwo widać, jeszcze tydzień wcześniej koleżanki na szkoleniu robiły wielkie oczy, jak mówiłam że w ciąży jestem. Po pierwszej panice i ogromnym szoku „bo przecież nic mnie nie bolało” postanowiłam, że zrobię wszystko żeby mały, zawzięcie kopiący cud w moim brzuchu miał szansę na przeżycie.

Do tej pory nie mogę uwierzyć jak ja przetrzymałam parę miesięcy bezruchu. Teraz jestem mamą 5 miesięcznego już Jasia, ale po tym okresie mojej ciąży pozostał mi zestaw rad „survivalowych” którymi chciałabym się z Wami podzielić. Oczywiście zalecenia lekarza co do tego co możesz a czego nie możesz robić, są najważniejsze. Moje rady dotyczą raczej tego, jak sobie radzić z tym, że już leżeć muszę.

  • Na początku leżenie w ciąży kojarzyło się raczej z tym, że będę sobie siedzieć w ciepłym łóżeczku po turecku, pić herbatę zrobioną przez męża i przeglądać gazety, które też zostaną mi dostarczone przez rodzinę i przyjaciół. Potem okazało się, że nawet pozycja półleżąca jest w moim przypadku zabroniona. Mogę leżeć na boku i na plecach (najlepiej z poduszką pod pupą żeby zmniejszyć nacisk na szyjkę macicy). Na tym repertuar pozycji łóżkowych się kończy.
  • Po 3 dniach takich szaleństw przy zmianie pozycji, zaczęły się problemy z kręgosłupem. Bolał, bo buntował się przeciwko zarzuceniu spacerów, ćwiczeń na orbitreku czy chociażby wypraw na drugi koniec kuchni po zapomniane talerze z dolnej szafki. Ale w szpitalu bardzo pomogła mi fizjoterapeutka. Powiedziała mi jak się układać na łóżku (jak wyżej), kazała robić ćwiczenia oddechowe, zginać stopę w kostce po 10 razy parę razy dziennie, leżąc na boku robić krążenia barkami tez parę razy dziennie. Wytłumaczyła, że warto zanim podniosę się z łóżka, aby pójść do toalety, najpierw położyć się na boku i podeprzeć na ręce przy wstawaniu. Zachęciła, żeby zmieniać strony łóżka tzn. kłaść się raz normalnie a raz w tzw. nogach łóżka bo wtedy przy wstawaniu ruszam rożne partie mięśni i zapobiegam bólom kręgosłupa.
  • Najcenniejsze były jej rady związane z rozwojem dziecka w takiej sytuacji. Cytuję „Pani dziecko ma trudniej bo nie jest stymulowane ruchem. Dlatego proszę do niego jak najczęściej mówić i śpiewać, słuchać muzyki która się Pani podoba, robić ćwiczenia oddechowe i zmieniać pozycję ciała np. co godzinę”. Moje dziecko już w brzuszku miało swoją własną pozytywkę i podskakiwało na jej dźwięk, po kilkadziesiąt razy słuchało moich ulubionych piosenek, a ja do teraz mam poczucie że 90% mojej uwagi w tym czasie skierowałam na niego. Dzięki leżakowaniu, od deski do deski prześledziłam sposoby na pielęgnację wspierającą rozwój. W efekcie moje dziecko rozwija się wzorcowo mimo, że miał troszkę trudniej z powodu mojego leżenia, porodu w 36tc, przedłużonej żółtaczki i bardzo szybkiego tempa wzrostu.
  • Najfajniejszym punktem monotonnego i ubogiego w doznania zmysłowe dnia był masaż, oczywiście wykonywany przez partnera. Pomagał zapobiegać zakrzepom i relaksował wymęczone ciało.

Weź sprawdzoną oliwkę, rozetrzyj na dłoniach, unieś nogę partnerki do góry i masuj posuwistymi ruchami od stopy w kierunku uda tak aby pobudzić przepływ krwi. Osoba masowana reguluje nacisk. W czasie masowania stóp i okolic kostek nie naciskaj zbyt mocno gdyż tam znajdują się receptory pobudzające macice. Analogicznie postępujesz z rekami – masuj od dłoni do barków.

Warto żeby partner rozmasował Ci szyje i barki, w tym celu ostrożnie klęknij przy łózko i oprzyj się przedramionami o łóżko. Albo usiądź na piłce do ćwiczeń i oprzyj przedramiona np. na stole tak żebyś była lekko pochylona. Nie masuj odcinka krzyżowego kręgosłupa. Po masażu lub przed nim weź prysznic jeśli to możliwe. W czasie prysznica staraj się skierować strumień wody na wybrane partie mięśni omijając krzyż. Uwaga!Nie bierz gorącego prysznica!!

  • Ciągłe leżenie niestety funduje całą serię dolegliwości ze strony układu pokarmowego, czyli zaparcia, zgagę czy refluks przełykowo-żołądkowy. Zaparcia są o tyle groźne, że mogą spowodować szybsze skracanie się i rozwieranie szyjki macicy. W ramach zapobiegania zaprzyjaźniłam się z preparatami z błonnikiem i probiotykami oraz z 2 litrami wody i rozcieńczonych soków owocowych, z których codziennie rozliczałam się przed mężem. Zgagę i refluks regulowałam lekką i zdrową dietą (o lodach i frytkach mogłam zapomnieć 🙁
  • Pod koniec ciąży jak już naprawdę nie mogłam wytrzymać z powodu nacisku brzucha na szyjkę i kręgosłup lądowałam w pozycji kolankowo-łokciowej.

Klękasz na kolanach ramiona kładziesz na łóżku lub podłodze, opierasz na nich głowę, nogi w bardzo szerokim rozkroku, oddech spokojny, kręgosłup pozostaw w zgięciu dowolnym dla Ciebie tak by było Ci wygodnie. Pozostań w tej pozycji 10 min możesz nawet sobie przysnąć.

  • NUUUUUDA. Na to nie podam prostej recepty bo miałam już takie momenty, że myślałam że wyjdę z siebie i stanę obok. W teorii możesz całkiem zrobić dużo leżąc. W praktyce jest Ci po prostu niewygodnie. Ale i tak bardzo przydały się: ulubione książki w lekkich i poręcznych wydaniach, pilot od tv, netbook i przytulony do mojego boku mąż 😉 Dzięki nim mogłam zrobić prawie wszystko i nie musiałam bezczynnie patrzeć się w sufit przez cały dzień.
  • I najtrudniejsze. ZADBAJ O SWÓJ KOMFORT PSYCHICZNY BO TERAZ WŁAŚNIE TEGO  TOBIE I TWOJEMU DZIECKU NAJBARDZIEJ POTRZEBA. Ja, bardzo towarzyska i niecierpiąca braku ludzi wokół osoba uznałam, że teraz czas na skupienie się na własnym ciele, swojej małej właśnie tworzącej się rodzinie i na sobie. A Tobie co pomaga czuć się bezpieczniej w trudnej sytuacji?

Anna Dyderska – Zając

share